To miała być najbardziej luksusowa i wyczekiwana premiera na mapie polskiego wybrzeża. Nowy Hotel Gołębiewski w Pobierowie budził emocje jeszcze przed oficjalnym otwarciem, głównie przez swoje gigantyczne rozmiary i równie gigantyczne ceny. Czy za blisko 5000 zł za dobę dostajemy standard premium? Sprawdził to Książulo, najpopularniejszy polski youtuber kulinarny. Zamiast luksusu trafił na duszną saunę w pokoju, absurdalne opłaty ukryte w rachunkach i ucieczkę z hotelu przed końcem doby.
Otwarcie największego w Polsce hotelu nad Bałtykiem elektryzowało turystów od miesięcy. Moloch w Pobierowie, obiecujący luksusowe widoki, aquapark i restauracje premium, stał się celem podróży youtubera. W swoim najnowszym materiale wideo, który błyskawicznie podbija polski YouTube, twórca wziął pod lupę najdroższy apartament w obiekcie, płacąc za jedną noc astronomiczne 4800 złotych. Jak wypadł test?
Sauna zamiast premium: 32 stopnie w pokoju za 5 tysięcy
Pierwsze zderzenie z luksusem okazało się niezwykle bolesne, i to dosłownie, bo gorące. Już od przekroczenia progu hotelu ekipa youtubera odczuła duszności. Na korytarzach brakowało chłodnego powietrza, co tłumaczono aurą otaczającej hotel „Tropikany". Prawdziwy dramat rozegrał się jednak w samym apartamencie.
Mimo zapewnień o najwyższym standardzie klimatyzacja w pokoju nie działała wcale. Na elektronicznych termometrach temperatura systematycznie szybowała w górę, docierając do rekordowych 32 stopni Celsjusza w sypialni. Jak relacjonował youtuber, w takich warunkach nie dało się nie tylko spać, ale nawet normalnie funkcjonować. Próba schłodzenia się w wannie z lodem zakończyła się kolejnym zawodem, bo z kranu polała się żółta woda przypominająca tak zwaną jeziorówkę, co uwieczniono na kamerze.
Co na to obsługa? Technicy wzywani do pokoju rozkładali ręce. Tłumaczyli, że system klimatyzacji, zasilany wodą a nie freonem, nie wyrabia ze względu na mocne nagrzanie budynku przez słońce. Co więcej, awaria okazała się masowa: usterki dotknęły wielu pokoi, przez co wczasowicze przesiadywali z bezsilności na hotelowych korytarzach. O zamianie pokoju na chłodniejszy nie było mowy.
Ceny jedzenia w Gołębiewskim w Pobierowie. Azjatycki „Monsun" pod lupą
Książulo to przede wszystkim recenzent kulinarny, więc test hotelowych restauracji był kluczowym punktem programu. Na terenie kompleksu działają między innymi restauracje: bufetowa (Zielona), polska (Czerwona) i azjatycka (Monsun). Jakie były wrażenia?
W azjatyckim „Monsunie" zamówiono spory przegląd karty. Niestety, luksus ponownie minął się z rzeczywistością:
- Krewetki w tempurze (58 zł): zdominowane przez grubą, tłustą warstwę miękkiego ciasta.
- Kurczak Panko (61 zł): według recenzenta niemal sama „smażona buła" z minimalną ilością mięsa.
- Pad Thai (63 zł): największe rozczarowanie degustacji. Zwarzony, suchy, o bardzo nieprzyjemnym, ostrym zapachu, prawdopodobnie przez przesadzoną ilość suszonych krewetek. Książulo ocenił go jako najgorszy Pad Thai, jakiego kiedykolwiek jadł.
Honor restauracji uratowały jedynie w miarę poprawne rolki sushi, choć i tu nie obyło się bez absurdów: w menu widniały dodatkowe opłaty za tak podstawowe dodatki jak imbir (6 zł) czy sos sojowy (3 zł).
Room service grozy: 315 złotych doliczone za dostawę pod drzwi
Kiedy z powodu upału ekipa postanowiła zrezygnować z wyjścia na kolację i zamówić dania z restauracji polskiej („Czerwona") prosto do pokoju, na rachunku pojawiła się prawdziwa bomba.
Zamówiono między innymi polędwicę wołową (149 zł) o dziwnej, żelkowej i żylastej konsystencji, wysuszonego na wiór kurczaka Supreme (62 zł), rozpuszczony ciepły deser wiśniowy oraz całkiem poprawnego tatara i sałatkę pomidorową. Zaporowe okazały się jednak nie same ceny dań, ale koszty ich dostarczenia.
Zgodnie z polityką hotelu do zamówień powyżej 100 zł doliczana jest abstrakcyjna kwota za room service wynosząca aż 50 procent wartości zamówienia. Tym sposobem na ostatecznym rachunku pojawiła się pozycja „Room Service: 315,50 zł". Opłata za to, że obsługa przewiozła wózek przez długi korytarz, zwaliła z nóg nie tylko youtuberów, ale i widzów przed ekranami.
To kolejny przykład doliczanych z automatu opłat, które na bieżąco tropimy na naszej mapie opłat serwisowych. Mechanizm jest ten sam: pozycja, o której gość dowiaduje się dopiero przy rachunku.
Reklamacja, zwrot pieniędzy i ewakuacja
Widząc zbliżającą się upalną noc i brak perspektyw na naprawę klimatyzacji (temperatura oscylowała wokół 31 stopni), Książulo postanowił zakończyć ten urlopowy koszmar. Spakował walizki i zgłosił sprawę na recepcji, wnioskując o natychmiastowe wymeldowanie i zwrot gotówki.
Hotel w obliczu twardych dowodów nie robił problemów i zwrócił twórcy całą wpłaconą kwotę za pobyt, około 4800 zł. Uczciwie trzeba przyznać, że za zamówione posiłki youtuber zapłacił z własnej kieszeni. Co ciekawe, odzyskane za dobę hotelową pieniądze postanowił dołożyć do akcji charytatywnej, wpłacając 10 tysięcy złotych na zbiórkę dla potrzebującego dziecka.
Hotel Gołębiewski w Pobierowie. Opinie i czy warto tam jechać
Pierwsze tygodnie funkcjonowania nowej gwiazdy Pobierowa to pasmo chorób wieku dziecięcego. Przepiękne zachody słońca i ogromny basen nie rekompensują turystom pobytu w nagrzanych pokojach i płacenia podatków od dostawy jedzenia w postaci setek złotych.
Książulo podsumował sprawę wprost: za kilkanaście tysięcy złotych tygodniowo w sezonie (dla pary) można wybrać wyjazd all inclusive w Turcji w resortach Rixos, z gwarantowaną pogodą, świetnym jedzeniem i nielimitowanym serwisem. Polskie wybrzeże powinno przemyśleć strategię cenową w stosunku do oferowanej jakości.
A Wy co sądzicie o cenach i standardach na polskim wybrzeżu? Mieliście okazję nocować w nowym Gołębiewskim? Czekamy na Wasze historie w komentarzach.
Obejrzyj pełną relację Książula
Ukryte opłaty na rachunku?
Doliczony serwis, opłata za dostawę, abstrakcyjne dodatki. Sprawdzamy je miasto po mieście.
Zobacz mapę opłat i zgłoś lokal →
Źródło: materiał wideo z kanału Książulo na YouTube („GOŁĘBIEWSKI W POBIEROWIE: NIEUDANY POBYT i REKLAMACJA"). Opis przedstawia relację youtubera.