Reklamują się jako rzemieślnicy, chwalą wypiekanym na miejscu lawaszem, a mięso dostarcza im kapitan reprezentacji kucharzy. W najnowszym teście Książulo udowodnił jednak, że ładny marketing to za mało. Youtuber sprawdził najnowsze "kraftowe" punkty na mapie Warszawy. Test zakończył się serią rozczarowań, wykrzywioną od soli twarzą i wpadką z wagą. Kto ocalał z tego pogromu?
Grillo Bar: Miły pan i "kebab-luzak"
Na pierwszy ogień poszedł oblegany przez klientów Grillo Bar (Książulo i jego ekipa czekali w kolejce pół godziny). Lokal szczyci się tym, że nie używa mikrofalówek i stawia na rzemiosło.
Niestety, jakość nie do końca obroniła się na talerzu. Książulo zamówił średni kebab z kurczakiem (25 zł, waga ok. 450 g).
Werdykt: Youtuber nazwał go "strasznym luzakiem". W środku znalazło się bardzo mało mięsa (któremu brakowało odpowiedniego przypieczenia), a nadmiar wolnego miejsca w picie wypełniała m.in. rzepa.
"Straszny kwas" – ocenił youtuber, przyznając, że mimo ogromnej sympatii do miłego starszego pana za ladą, kulinarnie ten kebab go nie porwał.
Hataj: Gotowane ziemniaki i dziwne przyprawy
Kolejny przystanek to Hataj, gdzie przetestowano dwie flagowe pozycje:
Hataj Lawasz (34 zł) — gigant ważący blisko 700 gramów. W środku frytki, dużo kiszonek i specyficzne, bliskowschodnie przyprawy w mięsie.
"Cynamon, kardamon... no nie podszedł mi ta przyprawka" – ocenił Książulo, narzekając również na ogromne kawały pokrojonej w pośpiechu cebuli.
Wersja Gemuse (30 zł) — zamiast chrupiących, grillowanych warzyw, w środku znalazła się m.in. żółta marchew oraz... ugotowany ziemniak "jak z baru mlecznego". Suche mięso z piersi kurczaka tylko dopełniło obrazu rozczarowania.
Boho Kebab: Pide, które wykręca twarz
Największe oczekiwania wzbudził nowo otwarty Boho Kebab. Ciasto wypiekane na miejscu, a autorem receptury na mięso ma być kapitan narodowej reprezentacji kucharzy. Obietnice były ogromne, ale rzeczywistość okazała się bolesna.
Pide z mięsem i serem (45 zł) — cena zaporowa, a wykonanie fatalne. Farsz dosłownie pływał w tłuszczu i był ekstremalnie słony.
"O Jezu, sama sól, strasznie słone... okropne to jest za 45 zł" – skwitował Książulo, porównując potrawę do przesolonego mięsa po bolońsku.
Zaskakująca wpadka z wagą i proporcjami
Mały lawasz z mięsem (28 zł) zamówiony na początku testu ważył 475 gramów. W środku znalazło się mnóstwo warzyw (w tym nietypowa w kebabie kukurydza), przez co rzemieślnicze mięso niemal całkowicie zginęło w kompozycji.
Gdy jednak ekipa z kamerą została ostatecznie rozpoznana przez obsługę, drugi zamówiony kebab w tym samym rozmiarze okazał się zupełnie inny – waga pokazała aż 560 gramów. Co więcej, w środku zniknęła kapusta, a lawasz był po brzegi wypchany samym baranim mięsem.
Książulo zwrócił uwagę na tę drastyczną, 85-gramową różnicę. Youtuber podsumował jednak, że problemem lokalu może być po prostu specyfika najmniejszego dania w menu. Zaznaczył, że niewykluczone, iż zamawiając większy rozmiar (za ok. 33–34 zł), proporcje są znacznie lepsze, klient otrzymuje odpowiednią ilość dobrego mięsa i wtedy taki kebab smakuje bardzo dobrze. Podkreślił przy tym, że na kanale zawsze celowo zamawiane są najmniejsze i najtańsze pozycje, aby sprawdzić, co na co dzień otrzymuje przeciętny konsument.
Źródło: YouTube / Kanał Książulo