Jest w Sarbinowie restauracja, która każdego lata wygląda na nowy lokal, choć adres, kuchnia i właściciel pozostają te same. Obecnie działa jako Prosto z Patelni, wcześniej pod szyldem U Kapitana Dianthusa, a według Książula jeszcze wcześniej jako Bałtycka. Po zeszłorocznej aferze z rachunkiem na 1233 zł youtuber pojechał nad morze sprawdzić, czy zmiana nazwy oznacza też zmianę praktyk. Krótka odpowiedź: paragon tym razem był w porządku, ale to jedyna dobra wiadomość z tej wizyty.

Ten sam adres, co roku inna nazwa

Sprawdziliśmy to niezależnie od filmu. Restauracja U Kapitana Dianthusa figurowała w katalogach firm pod adresem Nadmorska 21 w Sarbinowie. Dokładnie ten sam adres podaje dziś na swojej stronie restauracja Prosto z Patelni. Stara domena internetowa Dianthusa została w międzyczasie porzucona i przejęta przez spamerską stronę hazardową, co dobrze pokazuje, jak szybko lokal odciął się od poprzedniego szyldu.

Skąd potrzeba nowego startu? Latem 2025 roku grupa znajomych z Cieszyna opisała w rozmowie z Faktem wizytę, która skończyła się rachunkiem na 1233 zł. Złożyły się na niego między innymi ryby rozliczane na wagę, w tym jedna ważąca 1,8 kg, o czym goście mieli się dowiedzieć dopiero przy płaceniu. Do tego doszły zastrzeżenia do samego paragonu, a sprawa skończyła się zapowiedzią powiadomienia skarbówki. Historię podchwyciły ogólnopolskie portale, pisały o niej między innymi naTemat i money.pl, a w lokalnych grupach na Facebooku kolejni goście dzielili się podobnymi doświadczeniami.

Zwiad z ukrytą kamerą: 28 minut oczekiwania na toaletę

Ekipa zaczęła od zwiadu. Do lokalu wszedł najpierw współpracownik Książula z ukrytą kamerą, żeby sprawdzić, jak lokal traktuje zwykłego, anonimowego gościa. Najbardziej zapadła mu w pamięć toaleta: zamknięta na klucz, płatna 6 zł dla osób bez zamówienia, a na wydanie klucza czekał 28 minut. Według relacji z filmu właściciel pilnuje dostępu do WC przy pomocy kilkudziesięciu kamer monitoringu, a gość został poproszony, by po wyjściu upewnić się, że drzwi znów są zamknięte.

Przy rachunku wyszła klasyczna niespodzianka. Do flaków za 29 zł kelner zaproponował grzanki. Nikt nie uprzedził, że trzy kawałki pieczywa będą kosztowały dodatkowe 16 zł. Zamówiona ryba zaważyła za to uczciwe 186 gramów, więc scenariusz znany z zeszłorocznej afery się nie powtórzył.

Test główny: pomidorowa jak zupka błyskawiczna i naleśnik za 25 zł

Potem do lokalu weszła reszta ekipy, już z dużą kamerą, i zamówiła szeroki przekrój menu. Ocena jedzenia wypadła miażdżąco. Pomidorowa za około 20 zł przypominała youtuberowi zupkę błyskawiczną z wyczuwalną przyprawą typu wegeta. Pojedynczy naleśnik za 25 zł okazał się suchy, gruby i z symboliczną ilością dżemu. Pierogi z jagodami za 40 zł za cztery sztuki miały tyle ciasta, że w ustach czuć było głównie ciasto, a z pierogów z mięsem za 38 zł po rozkrojeniu wylał się olej, więc ekipa nawet ich nie spróbowała.

Kotlet w cenie około 63 zł z dodatkami miał panierkę tak twardą na brzegach, że raniła usta, ziemniaki były przesuszone jak odsmażane kolejny dzień, a mrożona ryba w panierce nie miała ani smaku, ani wilgoci. Zaskoczeniem w drugą stronę okazał się jedynie bigos, który właściciel przyniósł na udobruchanie gości: dymny, słodko-kwaśny i naprawdę dobry.

Ciekły azot na kutrze i inne opowieści obsługi

Osobnym bohaterem filmu jest obsługujący gości mężczyzna, który na każdą uwagę miał barwną odpowiedź. Mrożone ryby są według niego świeższe od świeżych, bo mrozi się je podobno w ciekłym azocie i suchym lodzie od razu na kutrze. Twarda panierka to unikatowy styl smażenia na smalcu z razowym chlebem. Grube ciasto pierogów jest konieczne, bo cienkie pękałoby przy dużym ruchu. Krytyki nie przyjmował żadnej i każdą uwagę zbywał gotowym porzekadłem.

Wątpliwości wzbudziła jeszcze woda z cytryną i miętą, nalewana zza baru. Ekipa podejrzewała, że to zwykła kranówka z domowym lodem, ale tu przynajmniej nikt nie doliczył jej do rachunku.

Paragon tym razem prawidłowy

Najważniejsza zmiana rok do roku dotyczy tego, od czego zaczęła się cała zła sława lokalu. Ekipa dostała na koniec prawidłowy rachunek: bez zawyżonej wagi ryby, bez dopisanych pozycji, a woda nie została policzona jak luksusowy dodatek. Na pożegnanie kelner dorzucił jeszcze dwa piwa na koszt lokalu. Werdykt Książula był mimo to jednoznaczny: ceny jak w dobrej restauracji, jedzenie jak z odgrzewanej stołówki, a całość ratuje tylko gawędziarski talent obsługi. Youtuber docenił natomiast, że po zeszłorocznej burzy przynajmniej rozliczenie z gośćmi wyglądało tak, jak powinno.

Dopłaty bez uprzedzenia, czyli dlaczego to nas dotyczy

Grzanki za 16 zł doliczone bez podania ceny to dokładnie ten rodzaj niespodzianki, przez który powstał Miejscownik. Nad morzem i w górach sezon rządzi się swoimi prawami, a najczęstszą z takich niespodzianek jest opłata serwisowa doliczana do rachunku z góry. Zbieramy zgłoszenia gości i sprawdzamy je miasto po mieście na naszej mapie opłat serwisowych, żeby nikt nie przecierał oczu przy kasie.

Obejrzyj pełną relację Książula

Ukryte opłaty na rachunku?

Doliczony serwis, dopłaty za dodatki, dziwne pozycje na paragonie. Sprawdzamy je miasto po mieście.
Zobacz mapę opłat i zgłoś lokal →

Źródła: film z 23 sierpnia 2026 z kanału Książulo na YouTube (relacja youtubera z wizyty w restauracji Prosto z Patelni w Sarbinowie) oraz publiczne doniesienia medialne o zeszłorocznej sprawie rachunku (naTemat, money.pl). Zbieżność adresu obu szyldów zweryfikowaliśmy w katalogach firm i na stronie lokalu.

Link skopiowany!