Restauracja Harnaś w Kościelisku obrosła w internecie złą sławą, a wszystko przez zasady, które trudno spotkać w innej knajpie. Bramki przy wejściu jak na dworcu, żeton za toaletę i tabliczka o parkingu za 50 złotych. Sprawę rozniósł Wykop, więc Książulo, najpopularniejszy polski youtuber kulinarny, pojechał na Podhale nastawiony na kolejną aferę. Skończyło się inaczej, niż się spodziewał, bo choć zasady faktycznie zjeżyły mu włos na głowie, jedzenie odebrało mu argumenty.
Bramki, segregacja gości i płatna toaleta
Pierwsze zderzenie z Harnasiem nie ma nic wspólnego z jedzeniem. Przy wejściu stoi metalowy kołowrót, taki jak na stadionie albo w komunikacji miejskiej, a obok automat na żetony. Zasada jest prosta: w porze obiadowej do środka wejdziesz tylko wtedy, gdy zadeklarujesz zamówienie dania głównego. Kto chce jedynie napić się kawy albo zjeść deser, ląduje na zewnątrz, w części barowej. Do tego dochodzi toaleta, płatna 5 złotych na żeton dla tych, którzy nie zamawiają obiadu.
„W restauracji nie ma klientów, są goście" (cytat z filmu).
To zdanie najlepiej oddaje paradoks tego miejsca. Lokal chce być traktowany jak restauracja z wyższej półki, a jednocześnie odgradza się od odwiedzających bramkami i cennikiem za wejście do łazienki.
Parking za 50 złotych i wojna na opinie
Osobny rozdział to parking. Na tabliczce widnieje stawka 50 złotych, choć obsługa zapewnia, że dla gości restauracji jest on bezpłatny, a opłata dotyczy tych, którzy zostawiają auto na cały dzień i idą w góry. Książulo zwrócił uwagę na świeżo dokręcone śrubki przy tablicach i zasugerował, że napisy zmieniono tuż przed jego wizytą. Kelner temu zaprzeczył i tłumaczył, że nic się nie zmieniło. Która wersja jest prawdziwa, tego nie rozstrzygniemy.
Do tego doszła historia z sieci. Właściciel przez długi czas odpowiadał na krytyczne opinie ostro, czasem obraźliwie, komentując wygląd gości i ich uwagi o cenach oraz porcjach. Gdy pod lokal napłynęła fala oburzenia, większość tych komentarzy zniknęła albo została przerobiona. To nie pierwszy raz, gdy Książulo bierze na tapetę temat dopłat i dziwnych zasad. Niedawno sprawdzał warszawski Flaming, gdzie do każdego stolika doliczano z góry 12,5 procent serwisu.
Rozmowa z właścicielem, czyli człowiek, który pękł
W trakcie wizyty do stolika podszedł sam właściciel. Zamiast tłumaczyć się wykrętami, opowiedział o zmęczeniu. Przez lata prowadzenia lokalu w miejscu, przez które sezonowo przewijają się tłumy, doszedł do ściany. Wspominał o wycieczkach blokujących toaletę przy dwóch kawach, o ludziach suszących skarpety na kominku i rezerwujących stolik na cały dzień przy jednym piwie. Przyznał wprost, że w pewnym momencie pękł i zaczął odpowiadać w internecie agresywnie, i że teraz ponosi tego konsekwencje.
Warto wiedzieć, że to nie jest przypadkowa buda. Gospodę założył w 1903 roku Jan Słowiński, jeden z pierwszych zakopiańskich restauratorów, a w 1989 roku odbudował ją jego wnuk. Od tego czasu miejsce pozostaje w rękach rodziny, a przez lata bywali tu między innymi Ignacy Paderewski i Wisława Szymborska. Ta historia tłumaczy, dlaczego właściciel tak zawzięcie broni poziomu lokalu, nawet jeśli robi to metodami, które odbijają się na gościach.
Test dań, czyli największe zaskoczenie
I tu następuje zwrot akcji. Mimo całej afery wokół zasad jedzenie wypadło znakomicie. Kwaśnica za 45 złotych okazała się ogromna, gęsta i pełna mięsa, tak duża, że spokojnie mogłaby być samodzielnym obiadem. Rosół wołowy też zebrał pochwały za wędzony posmak i intensywność.
Prawdziwym hitem była jagnięcina z grilla. Mięso okazało się kruche i delikatne, długo marynowane, gotowane sous vide i dopiero na koniec grillowane na drewnie owocowym. Zachwyciły też pierogi, zwłaszcza jagodowe, z cienkiego, ręcznie robionego ciasta, które trafiły do ścisłej czołówki prywatnego rankingu youtubera. Słabiej wypadł jedynie oscypek za 50 złotych, uznany za suchy i za drogi. Ceny pozostałych dań, które padły w filmie, to placki po zbójnicku za 50 złotych, schabowy z kapustą za 56 złotych i szarlotka za 10 złotych.
Werdykt Książula: genialna kuchnia, złe zarządzanie
Podsumowanie youtubera jest jednym wielkim paradoksem. Z jednej strony nie zgadza się na to, jak zarządzane jest miejsce, na bramki, podział gości na lepszych i gorszych oraz agresywne komentarze właściciela. Z drugiej strony jest szczerze zaskoczony poziomem kuchni. Jego rada dla właściciela jest prosta: zamiast zakazów i tabliczek lepiej postawić na rezerwacje i spokojnie zarządzać wejściem, bo lokal z taką kuchnią i rodzinną historią ma potencjał na kulinarny hit, a nie na aferę.
Internet stanął po stronie właściciela
Co ciekawe, pod filmem nie wybuchła spodziewana nagonka. Wielu widzów przyznało rację właścicielowi. Powtarzały się komentarze w stylu „miała być afera, a właściciel i kelner weszli cali na biało" albo „kto pracował z ludźmi, ten się w cyrku nie śmieje". To rzadki przypadek, gdy materiał o kontrowersyjnym lokalu kończy się większym zrozumieniem dla obu stron, a nie linczem. A Wy po czyjej stronie jesteście po obejrzeniu tej wizyty?
Dopłaty za każdy krok, czyli dlaczego to nas dotyczy
Harnaś to skrajny przykład, ale pokazuje szerszy trend. W polskich restauracjach coraz częściej płacimy nie tylko za jedzenie, ale za dodatki, o których dowiadujemy się na miejscu albo dopiero przy rachunku. Najczęstsza z takich dopłat to opłata serwisowa, doliczana z góry do rachunku. My zbieramy je i sprawdzamy miasto po mieście na naszej mapie opłat serwisowych, żeby nikt nie był zaskoczony przy kasie.
Obejrzyj pełną relację Książula
Ukryte opłaty na rachunku?
Doliczony serwis, opłata za dostawę, dziwne dodatki. Sprawdzamy je miasto po mieście.
Zobacz mapę opłat i zgłoś lokal →
Źródło: materiał wideo z kanału Książulo na YouTube. Opis przedstawia relację youtubera z wizyty w restauracji Harnaś w Kościelisku.
