Operatorzy kamery zzielenieli na pokładzie, sieci wyszły z wody pełne gładzic i makreli, a kilka godzin później ten sam połów wylądował na patelni. Tomasz Strzelczyk z kanału Oddaszfartucha, człowiek, na którego widok bledną właściciele nadmorskich smażalni, pojechał do Jezierzan pod Darłowem i wrócił bez ani jednej pretensji. To się nie zdarza często.
Pytanie, które co roku zadaje sobie każdy turysta nad Bałtykiem, brzmi tak samo: czy ta "świeża ryba" z szyldu naprawdę jest świeża, czy przyjechała mrożona z drugiego końca Europy. Strzelczyk zbudował kanał na rozbieraniu tego typu obietnic na części pierwsze, o czym pisaliśmy w jego sylwetce. Tym razem zamiast demaskacji wyszedł mu materiał, po którym chce się wsiąść w auto i jechać nad morze.
Jezierzany pod Darłowem. Smażalnia, która sama łowi
Smaki Bałtyku to rodzinny interes w Jezierzanach, wsi między Darłowem a Jarosławcem, kawałek od głównych deptaków. Podział ról jest prosty: pan Daniel, rybak z własnym kutrem, wypływa w morze, a jego żona prowadzi kuchnię i smaży to, co mąż przywiezie. Zero pośredników, zero palet z mroźni, łańcuch dostaw długości jednego podwórka.
Strzelczyk nie uwierzył na słowo i wsiadł na kuter. Rejs zweryfikował wszystko: sieci wyciągane na pokład były pełne gładzic i makreli, choć ekipa filmowa zapamięta z niego głównie kołysanie. Ryba z tego połowu jeszcze tego samego dnia trafiła na talerz.
Świeża flądra to kłopot, o którym nie mówią szyldy
Najciekawsza rzecz w całym materiale: naprawdę świeża ryba jest trudniejsza w obróbce niż mrożona. Mięso złowionej rano flądry wciąż pracuje i rzucona prosto na gorący olej potrafi się wyginać na patelni. Dlatego w Smakach Bałtyku połów przed smażeniem musi chwilę odpocząć w chłodzie. Taki problem ma tylko lokal, w którym ryba faktycznie była rano w morzu.
Samo smażenie to szkoła, którą powinna przejść każda nadmorska kuchnia: zamiast grubej panierki tylko delikatne oprószenie mąką, żeby mięso nie kleiło się do patelni, płytki tłuszcz zamiast kąpieli w starym głębokim oleju i sól jako jedyna przyprawa. Właścicielka i recenzent są w tej sprawie zgodni: świeża bałtycka ryba niczego więcej nie potrzebuje.
Zupa rybna za 28 zł i rachunek bez dreszczy
Na stole wylądowała też nagradzana zupa rybna za 28 zł: gęsta, na głębokim bulionie z warzywami, z dużymi kawałkami dorsza i bez niespodzianek w postaci ości. Strzelczyk, wiadomo, dosypałby ostrości, ale kompozycji nie podważył. Główna bohaterka, smażona gładzica z soczystym, śnieżnobiałym mięsem, po prostu go rozłożyła: mówił o mięsie, które "klei się w ustach".
Rachunek za całość dla ekipy, czyli rybę, podwójne zupy, potrójne frytki z surówkami i napoje, zamknął się w niecałych 250 zł. W sezonie, w którym rodzinny obiad nad morzem potrafi kosztować ponad 320 zł, a do tego część lokali dolicza jeszcze opłatę serwisową, taka wycena za gwarantowaną świeżość to uczciwa propozycja. Na miejscu działa też wędzarnia i sprzedaż słoików własnej roboty, od leszcza w galarecie po węgorza.
Jak samemu poznać uczciwą smażalnię
- Lokal żyje z morza, nie z turystów. Własny kuter, umowa z rybakiem albo poranne zakupy w porcie to najlepsza rekomendacja. Miejsca przy samym deptaku rzadko mogą się tym pochwalić.
- Uczciwość zamiast ściemy. Bywają dni, gdy pogoda nie pozwala wypłynąć i nawet Smaki Bałtyku uzupełniają wtedy kartę dobrym dorszem atlantyckim. Różnica polega na tym, że mówią o tym wprost, zamiast sprzedawać mrożonkę jako poranny połów.
- Cienka mąka, nie pancerz z panierki. Gruba panierka to najprostszy sposób na ukrycie jakości i wieku ryby.
- Czysty tłuszcz. Ryba pływająca w starym, głębokim oleju będzie smakować starym olejem, choćby rano była w Bałtyku.
Sprawdź rachunek, zanim usiądziesz
Świeża ryba to jedna strona nadmorskiej loterii, druga to rachunek. W smażalni z okienkiem cena z tablicy jest ceną końcową, ale w restauracjach z obsługą, także w kurortach, do rachunku potrafi dojść doliczana opłata serwisowa. Zanim usiądziecie przy stoliku w nieznanym miejscu, zajrzyjcie na mapę opłat serwisowych Miejscownika. Kilkanaście sekund i wiecie, na czym stoicie.
Przeczytaj też: Oddaszfartucha testuje Łebę: dorsz za 43 zł i śledziobuła, która bolała →
Obejrzyj pełny materiał Oddaszfartucha z Jezierzan
Źródło: Tomasz Strzelczyk / Oddaszfartucha, YouTube